zamknij
REKLAMA
Fot. Materiały Paulina101 - Pixabay.com

Europa już od lat stara się być mocno proekologiczna. I choć normy są systematycznie zaostrzane, skuteczność ich działania nadal pozostaje pod znakiem zapytania. Czy nowy cykl badawczy WLTP/RDE lub kolejne obostrzenia emisyjne wchodzące w życie w roku 2020 staną się faktycznym remedium? To budzi coraz większe wątpliwości. Jedno w tym wszystkim jest pewne. Nowe regulacje utrudniają życie producentom, a za to zapłacą już tylko i wyłącznie kierowcy!

W Europie o potrzebie redukcji emisji szkodliwych związków przez samochody na poważnie mówi się od ćwierć wieku. I trzeba obiektywnie przyznać, że wiele już udało się zrobić. O skali postępu świadczyć może chociażby sześć kolejnych norm emisji spalin wprowadzonych w życie oraz zyskująca na znaczeniu elektryfikacja silników. W przyszłych latach włodarze Unii Europejskiej nie mają zamiaru odpuszczać. Właśnie dlatego już dziś szykują się do wprowadzenia nowych regulacji.

Nowe testy spalania WLTP – koniec wątpliwości?

Na początek postanowili po latach zareagować na prawdziwość pomiarów spalania podawanych przez producentów. I tak w życie wejdą cykle testów WLTP/RDE (World Harmonised Light Vehicle Testing Procedure/Real Driving Emissions). Na czym ma polegać badanie? Przede wszystkim na tym, że ważnym elementem kontroli spalania i emisji szkodliwych związków stanie się jazda w prawdziwych warunkach. Poza tym kluczem do sukcesu ma się stać dokładność. Test ma być przeprowadzony dla wszystkich wersji silnikowych we wszystkich konfiguracjach.

A to jeszcze nie koniec wyzwań, które czekają na producentów chcących działać na rynku europejskim. Już w roku 2020 w życie wejdzie kolejne obostrzenie dotyczące emisji szkodliwych związków. Tym razem włodarze Unii Europejskiej będą karać surowymi grzywnami wszystkie te firmy, których floty sprzedanych aut w danym roku nie osiągną wskaźnika emisji CO2 utrzymującego się na poziomie 95 g/km.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Z trującymi autami (prawie) nic się nie robi

Czy to oznacza, że ekolodzy doczekali się czasów, w których wreszcie mogą popatrzeć na europejski ekosystem w różowych okularach? No właśnie nie do końca. Jeżeli chodzi o nowe testy spalania i emisji, te ponoć nie są idealne. Anonimowy pracownik Mercedesa w rozmowie z dziennikarzem magazynu Autoexpress powiedział, że w nowych regulacjach nadal widać spore luki prawne. Luki, które z pewnością zostaną wykorzystane przez motoryzacyjnych gigantów do osiągania nieco bardziej korzystnych wyników.

Szczelność nowych norm spalania budzi duże wątpliwości…

Pewne wątpliwości dotyczą też nowych regulacji emisyjnych. Średnia emisja CO2 w ramach floty danego producenta motoryzacyjnego określona na 95 g/km wygląda naprawdę imponująco. Wszystko wskazuje jednak na to, że wyłącznie wygląda! Ustawodawcy europejscy zapomnieli bowiem o jednym. O właściwym zapisie dotyczącym norm badania tej emisji. I tak testy kontrolujące poziom emitowania szkodliwych związków w roku 2020 zostaną przeprowadzone nie w oparciu o normę WLTP/RDE, a starty standard NEDC.

A kontrowersje dotyczące faktycznej skuteczności nowych regulacji prawnych to dopiero pierwszy z aspektów. Drugi bezpośrednio dotyczy kierowców. Nowe i przede wszystkim bardziej skomplikowane badania spalania i emisji oznaczają zdaniem przedstawicieli marek motoryzacyjnych wydatek na poziomie nawet setek milionów euro. Przebadana musi być w końcu pełna gama, co okaże się niezwykle czasochłonne. A to może wymusić na firmach dwa działania. Pierwszym będzie zawężanie gamy samochodów. Drugim i niezwykle oczywistym przerzucenie kosztów badania na kierowców…

Tagi: NEDCnormy emisji spalinrestrykcyjne normy emisjitesty emisji spalinWLTP
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.

DODAJ KOMENTARZ