zamknij
REKLAMA
Fot. Kuba Brzeziński - autofakty.pl

Nowy Ford GT nigdy wcześniej nie pojawił się na polskiej ziemi. Unikalną okazję obejrzenia amerykańskiego supersamochodu otrzymali zwiedzający Ogólnopolskie Targi Motoryzacyjne i Biznesowe Fleet Market 2017. A była to nie lada gratka dla maniaków szybkich pojazdów. Coupe prezentowało się bowiem zjawiskowo. Zjawiskowa jest jednak także historia auta. A o tym właśnie w naszym materiale.

Druga generacja Forda GT nie jest konstrukcją specjalnie nową. Auto po raz pierwszy zostało pokazane w Stanach Zjednoczonych w roku 2015. To jednak wyjątkowe coupe, którego historia sięga dużo głębiej w dzieje motoryzacji. Geneza powstania torowego potwora zaczyna się w roku 1963 od dosyć nieoczekiwanej okoliczności. Mianowicie Ford postanowił kupić Ferrari. Amerykanie rozpoczęli zatem rozmowy z Enzo, wdrożyli warte kilka milionów dolarów audyty we włoskich fabrykach i nagle wszystko się urwało. Czemu? Charakterny Włoch rozmyślił się.

Ojcem Forda GT jest w pewnym sensie… Enzo Ferrari!

Nieodpowiedzialna postawa Enzo rozzłościła Forda. Marka postanowiła zatem dać mu prztyczka w nos. Zebrała najlepszych inżynierów, zamknęła ich w hali nieopodal londyńskiego lotniska Heathrow i kazała opracować coupe, które wytrzyma długodystansowy wyścig. W roku 1964 światło dzienne ujrzał model GT40. Auto o pięknej linii nadwozia trafiło do sprzedaży w salonach i na tory, przy czym na torach praktycznie z miejsca zaczęło rządzić!

Ford GT, Ford GT w Polsce
Fot. Kuba Brzeziński – autofakty.pl

GT40 był produkowany do roku 1969. W tym czasie powstało zaledwie 105 egzemplarzy auta! Co więcej, legenda ze Stanów Zjednoczonych aż czterokrotnie wygrała w rajdzie Le Mans, a to był wystarczający policzek dla Enzo Ferrariego. Gdy wszyscy myśleli, że plakietka GT na dobre zniknęła z gamy Forda pod koniec lat sześćdziesiątych, w roku 2004 na rynek trafił nowy model. Auto odrodziło amerykańską legendę. W roku 2015 zaprezentowana została zatem druga generacja.

Rama pomocnicza nowego Forda GT została wykonana z aluminium, nadwozie z włókna węglowego. Dzięki temu supersamochód waży zaledwie 1385 kilogramów – dokładnie tyle co Ford Focus! I choć gwarantuje wyjątkową lekkość, rozmiary ma naprawdę majestatyczne. Majestatyczna jest też stylizacja. Przód auta mocno nawiązuje do klasyka z lat sześćdziesiątych. Tył choć też ma look inspirowany stylem retro, jest poprzecinany wlotami powietrza. Nadwozie budzi wielkie emocje, co zresztą można było zauważyć podczas targów Fleet Market 2017.

Aktywne zawieszenie redukuje prześwit aż o 71 mm

Wyższa inżynieria dotyczy zawieszenia Forda GT. To jest w pełni aktywne i pozwala na automatyczne zredukowanie prześwitu nawet o 71 mm. Odległość od asfaltu jest zmniejszana do 51 mm w sytuacji, w której auto porusza się z dużą prędkością. A coupe ze Stanów Zjednoczonych potrafi być naprawdę szybkie! Do napędu służy 3,5-litrowy silnik EcoBoost. Skrót eko niech jednak nie kojarzy się z ekologią. Motor ma architekturę V6 i dwie turbosprężarki. Moc została określona na 656 koni mechanicznych. Moment obrotowy ma oszałamiającą wartość 746 Nm. Napęd trafia oczywiście na tylne koła, a wszystko za pośrednictwem 7-biegowej, dwusprzęgłowej skrzyni automatycznej.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Fordy zhakują inne auta, żeby znaleźć ci miejsce parkingowe!
Ford GT, Ford GT w Polsce
Fot. Kuba Brzeziński – autofakty.pl

Nowy Ford GT niewątpliwie ma wielki potencjał. Amerykanie nie chcieli go jednak rozmieniać na drobne. Właśnie dlatego postanowili zbudować zaledwie 1000 egzemplarzy. Model sprzedaży nie polegał jednak na pierwszeństwie. Możliwość nabycia samochodu otrzymali tylko i wyłącznie ci klienci, którzy najpierw wypełnili specjalną ankietę, a następnie zostali wybrani przez specjalny sztab pracowników Forda. Dzięki temu marka chciała mieć pewność, że auto nie stanie się obiektem motoryzacyjnych spekulantów, a trafi jedynie w ręce zapaleńców i pasjonatów.

Ford GT w Polsce – pierwszy i ostatni pokaz oficjalny

Ford GT z całą pewnością nie jest propozycją niskobudżetową. Model został wyceniony na około 450 tysięcy dolarów. A to kwota, która jest w stanie zawstydzić McLareny, Ferrari i Lamborghini. W amerykańskim coupe nie chodziło jednak o pieniądze. Ford nie miał zamiaru zarabiać na GT, a zaporowa cena otrzymała jeden cel – miała odstraszyć ludzi, którzy nie do końca zrozumieli ideę modelu. Szybko okazało się, że fanów GT na świecie nie brakuje. W sumie do centrali marki wpłynęło ponad 7 tysięcy podań. A to oznacza, że o każdy egzemplarz auta biło się 7 osób!

Teraz Ford GT pojawił się w Polsce, ale prawdopodobnie zrobił to po raz pierwszy i ostatni. Okazja do zrobienia zdjęć autu podczas Fleet Market 2017 była zatem naprawdę unikalna! Czemu marka nie przewiduje większej ilości szerokich pokazów? Pula aut została rozdysponowana, przez co nie ma sensu dalej chwalić się cywilną odmianą coupe. Czy jest jednak szansa na to, aby model zobaczyć nad Wisłą nieco mniej oficjalnie? Jak najbardziej. W końcu do Polski trafią dwa egzemplarze w wersji produkcyjnej! Nietrudno spodziewać się, że auta nie będą eksploatowane na co dzień. Raczej od czasu do czasu wyjadą na krótką przejażdżkę i zaraz po niej ponownie zaszyją się w zaciszu ogrzewanego garażu motoryzacyjnego kolekcjonera.

Tagi: CoupeFordFord GTsupersamochody
Kuba Brzeziński

Autor Kuba Brzeziński

Czasami racjonalista, czasami pedantyczny wielbiciel abstrakcji. Ceni wolność i niezależność. Niepoprawny miłośnik samochodów, który wierzy, że pod masą śrubek i mechanizmów kryje się dusza. Poza tym dziennikarz - motoryzacyjny oczywiście.

DODAJ KOMENTARZ