zamknij
REKLAMA
Renault Zoe

Elektryczne samochody mają stanowić przyszłość motoryzacji. Patrząc jednak na wyniki sprzedaży tego segmentu rynku na europejskim kontynencie, trudno to sobie dziś wyobrazić. Sprzedaż aut zasilanych prądem wprawdzie rośnie, może nie w ślimaczym, ale co najwyżej w żółwim tempie. I być może na dominację elektrycznych aut musielibyśmy poczekać jeszcze bardzo długo, gdyby nie rynek chiński. Największy obecnie rynek motoryzacyjny na świecie w bardzo szybkim tempie zamierza się zelektryfikować.

Plany przestawienia się na elektryczne auta są bardzo ambitne. Przykładowo Niemcy chcieli do 2020 r. wprowadzić na swój rynek milion aut napędzanych prądem. W Polsce podobny projekt elektromobilności zakłada również milion elektrycznych pojazdów na drogach, tyle że do 2025 r. Dziś już wiemy, że niemiecki cel nie zostanie osiągnięty. W Polsce wciąż rządzący mają nadzieję na jego realizację, ale wynika to raczej z dłuższej perspektywy czasu. Patrząc realnie na obecną flotę elektrycznych aut na naszych drogach, musiałby wydarzyć się jakiś cud…

Powolny wzrost sprzedaży

Obecnie w Europie liderami rynku pojazdów elektrycznych są Norwegia, Holandia oraz Wielka Brytania. To pokazuje, że poziom sprzedaży tych aut nie należy do największych. Dopóki w szybszym tempie nie ruszy sprzedaż takich aut w Niemczech czy we Francji, o jakimś boomie na europejskim rynku nie ma co mówić.

Nie zmieni tego nawet bardzo dobry wynik marcowy. Był to trzeci pod względem wielkości sprzedaży pojazdów elektrycznych miesiąc w Europie. Więcej aut na prąd w jednym miesiącu sprzedało się jak dotąd tylko w grudniu 2015 oraz 2016 r. Łączna sprzedaż stanowi jednak ok. 1% wszystkich nowych, a liderami są bez zmian Renault Zoe oraz Nissan Leaf.

Podobnie sytuacja wygląda na rynku amerykańskim, gdzie wciąż motoryzacja kojarzy się większości z dużymi silnikami benzynowymi. Po trzech pierwszych miesiącach br. najczęściej kupowanym modelem elektrycznym pozostaje Tesla, ale ostatnie wzrosty wyników są zasługą Chevroleta Bolta czy Nissana Leafa. I choć sprzedaż tych aut w stosunku do pierwszego kwartału 2016 r. wzrosła o 74%, to jednak ich udział oscyluje w granicach zaledwie 1%.

Producenci jednak stawiają na elektryczne samochody

Pomimo kiepskawych wciąż wyników producenci aut nie rezygnują i coraz częściej wprowadzają do swojej oferty modele zasilane energią elektryczną. Do 2025 r. na rynku ma się pojawić co najmniej 100 nowych modeli (bądź nowych generacji) ładowanych z gniazdka. Część z nich to hybrydy, jednak z trybem jazdy wyłącznie przy użyciu silnika elektrycznego, a część to już typowe pojazdy na prąd.

Przeglądając zapowiedzi producentów co do swoich przyszłych modeli, w większości przypadków natkniemy się na tego typu ekologiczne samochody. Chociażby na przyszły rok zaplanowane są premiery takich modeli jak Audi Q6 e-tron, hybrydowej Hondy CR-V, nowego Leafa czy również hybrydowego Renault Megane. Jeszcze więcej elektrycznych nowości czeka nas w 2019 i 2020 r. Swoje modele zapowiedzieli już m.in. BMW, Citroen, Ford, Jeep, Skoda i Volkswagen. A to z pewnością nie wszystkie nowości.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ  Porsche najbardziej niezawodne? No chyba nie do końca...
Nissan Leaf

W takiej sytuacji pojawia się pytanie – skąd taka pewność, że klienci zechcą kupować elektryczne samochody? Gdyby kierować się wyłącznie kwestią opłacalności, to żaden koncern nie powinien stawiać na takie modele. Przykładowo w marcu sprzedaż lidera tego sektora rynku – Renault Zoe – wyniosła mniej niż 4 tys. egzemplarzy. To aż dwunastokrotnie mniej niż w przypadku Forda Fiesty, który w marcu zdetronizował z pozycji europejskiego lidera Volkswagena Golfa.

Odpowiedź jest dwutorowa. Sprzedając swoje modele w Europie, trzeba liczyć się z coraz bardziej restrykcyjnymi normami emisji spalin. Żeby je spełniać producenci muszą wprowadzać do swojej oferty ekologiczne modele, nie emitujące CO2 czy innych zanieczyszczeń. Jednak prawdziwy motor napędowy takich decyzji tkwi nie w Brukseli, a znacznie dalej. W Chinach. Rynek chiński mocno w ostatnich latach stawia właśnie na pojazdy z alternatywnym napędem.

Tylko Chiny w obliczu boomu na elektryczne samochody

Skąd takie zainteresowanie Chińczyków oraz chińskich firm elektrycznymi autami? Można znaleźć kilka powodów. Od kilku lat celem chińskiego rządu jest zmiana postrzegania tego kraju z największego truciciela na świecie, na przyjazne środowisku państwo. Stąd szereg działań, które zmierzają do promocji elektromobilności.

Druga kwestia wiąże się z mocarnymi ambicjami Państwa Środka. O ile w wielu gałęziach przemysłu chińskie produkty podbijają światowe rynki, to w motoryzacji kwestia ta wygląda dużo słabiej. Kilkukrotne próby wejścia na europejski rynek przez kilka chińskich koncernów skończyły się klęskami. Od pewnego czasu chińscy producenci, m.in. SAIC oraz Geely, próbują się specjalizować w pojazdach z napędem elektrycznym. Zakładając w kilkuletniej perspektywie boom na tego typu pojazdy, liczą, że staną się światową potęgą w jej produkcji.

Plany rozwoju elektromobilności w marcu przedstawiło chińskie ministerstwo przemysłu, informacji i technologii. W ubiegłym roku sprzedaż nowych aut w Chinach wyniosła 28 miliona aut. Do 2025 r. liczba ta ma wzrosnąć do 38 milionów, z czego aż 20% mają stanowić auta z napędami alternatywnymi. A to oznacza, że ich sprzedaż wyniesie ok. 7 mln egzemplarzy. A jak wiemy, z chińskim rządem się nie dyskutuje, więc taki plan jest całkiem realny.

Patrząc z takiej perspektywy na przyszłość elektrycznych pojazdów, nie dziwi zainteresowanie nimi ze strony producentów samochodów. Nawet, jeśli sprzedaż w Europie czy Stanach Zjednoczonych będzie w dalszym ciągu się ślimaczyć.

Tagi: auta elektrycznechińskie autasamochody elektrycznewyniki sprzedaży
Wojciech Traczyk

Autor Wojciech Traczyk

W branży motoryzacyjnej już od ponad piętnastu lat. Lubię wszystko, co ma cztery koła, ale interesują mnie również inne zagadnienia z szeroko pojętej branży - od nowinek technologicznych, poprzez kwestie dotyczące zmieniających się przepisów, aż po inwestycje w branży automotive czy też rozbudowę infrastruktury drogowej.

DODAJ KOMENTARZ